5 marca 1940 r. Biuro Polityczne WKP(b) podjęło uchwałę o
rozstrzelaniu polskich oficerów więzionych w obozach na terenie Związku
Sowieckiego oraz innych więźniów polskich przetrzymywanych w zachodnich
obwodach Ukrainy i Białorusi. Na mocy tej decyzji 3 kwietnia
1940 r. NKWD rozpoczęło likwidację obozu w Kozielsku, a dwa dni później
obozów w Starobielsku i Ostaszkowie. W ciągu następnych sześciu tygodni
rozstrzelano 14 587 polskich jeńców.
Zamordowano również - na mocy tej samej decyzji - około 7 300 Polaków
przetrzymywanych przez NKWD w więzieniach na obszarze przedwojennych
wschodnich województw Rzeczypospolitej.
Źródło: PAP - Nauka w Polsce
Po sowieckiej agresji na Polskę 17 września 1939 r. w niewoli
sowieckiej znalazło się 240-250 tys. polskich jeńców, w tym ponad 10
tys. oficerów.
Już 19 września 1939 r. Ławrientij Beria powołał
Zarząd do Spraw Jeńców Wojennych i Internowanych przy NKWD oraz nakazał
utworzenie sieci obozów.
Na początku października 1939 r.
władze sowieckie zaczęły zwalniać część jeńców-szeregowców. W tym samym
czasie podjęto decyzję o utworzeniu dwóch "obozów oficerskich" w
Starobielsku i Kozielsku oraz obozu w Ostaszkowie, przeznaczonego dla
funkcjonariuszy policji, KOP i więziennictwa.
Pod koniec lutego
1940 r. we wspomnianych obozach więziono 6 192 policjantów i
funkcjonariuszy wyżej wymienionych służb oraz 8 376 oficerów. Wśród
uwięzionych znajdowała się duża grupa oficerów rezerwy, powołanych do
wojska w chwili wybuchu wojny. Większość z nich reprezentowała polską
inteligencję - lekarze, prawnicy, nauczyciele szkolni i akademiccy,
inżynierowie, literaci, dziennikarze, działacze polityczni, urzędnicy
państwowi i samorządowi, ziemianie. Obok nich w obozach znaleźli się
również kapelani katoliccy, prawosławni, protestanccy oraz wyznania
mojżeszowego.
Decyzja o wymordowaniu polskich jeńców wojennych
z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz Polaków
przetrzymywanych w więzieniach NKWD na obszarze przedwojennych
wschodnich województw Rzeczypospolitej zapadła na najwyższym szczeblu
sowieckich władz.
Podjęło ją 5 marca 1940 r. Biuro Polityczne
KC WKP(b) na podstawie pisma, które ludowy komisarz spraw wewnętrznych
Ławrientij Beria skierował do Stalina. Szef NKWD, oceniając w nim, że
wszyscy wymienieni Polacy "są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy
wrogami władzy sowieckiej", wnioskował o rozpatrzenie ich spraw w
trybie specjalnym, "z zastosowaniem wobec nich najwyższego wymiaru kary
- rozstrzelanie". Dodawał, że sprawy należy rozpatrzyć bez wzywania
aresztowanych i bez przedstawiania zarzutów, decyzji o zakończeniu
śledztwa i aktu oskarżenia. Formalnie wyroki miały być wydawane przez
Kolegium Specjalne NKWD, w składzie: Iwan Basztakow, Bogdan Kobułow i
Wsiewołod Mierkułow. Powyższe wnioski przedstawione przez Berię zostały
w całości przyjęte, a na jego piśmie znalazły się aprobujące podpisy
Stalina - sekretarza generalnego WKP(b), Klimenta Woroszyłowa -
marszałka Związku Sowieckiego i komisarza obrony, Wiaczesława Mołotowa
- przew. Rady Komisarzy Ludowych, komisarza spraw zagranicznych i
Anastasa Mikojana - wiceprzew. Rady Komisarzy Ludowych i komisarza
handlu zagranicznego, a także ręczna notatka: "Kalinin - za, Kaganowicz
- za". (Michaił Kalinin - przew. Prezydium Rady Najwyższej ZSRS -
teoretycznie głowa państwa sowieckiego; Łazar Kaganowicz - wiceprzew.
Rady Komisarzy Ludowych i komisarz transportu i przemysłu naftowego).
Po
trwających miesiąc przygotowaniach, 3 kwietnia 1940 r. rozpoczęto
likwidację obozu w Kozielsku, a dwa dni później obozów w Starobielsku i
Ostaszkowie. Przez następnych sześć tygodni Polacy wywożeni byli z
obozów grupami do miejsc kaźni.
Z Kozielska 4 404 osób
przewieziono do Katynia i zamordowano strzałami w tył głowy. 3 896
jeńców ze Starobielska zabito w pomieszczeniach NKWD w Charkowie, a ich
ciała pogrzebano na przedmieściach miasta w Piatichatkach. 6 287 osób z
Ostaszkowa rozstrzelano w gmachu NKWD w Kalininie, obecnie Twer, a
pochowano w miejscowości Miednoje. Łącznie zamordowano 14 587 osób.
Na
mocy decyzji z 5 marca 1940 r. wymordowano również około 7 300 Polaków
przebywających w różnych więzieniach na terenach włączonych do Związku
Sowieckiego: na Ukrainie rozstrzelano 3 405 osób (ich groby
prawdopodobnie znajdują się w Bykowni pod Kijowem), a na Białorusi 3
880 (pochowanych prawdopodobnie w Kuropatach pod Mińskiem). Większość z
nich stanowili aresztowani działacze konspiracyjnych organizacji,
oficerowie nie zmobilizowani we wrześniu 1939 r., urzędnicy państwowi i
samorządowi oraz "element społecznie niebezpieczny" z punktu widzenia
władz sowieckich.
Spośród jeńców z Kozielska, Starobielska i
Ostaszkowa ocalała grupa 448 osób (według innych źródeł 395). Byli to
ci, których przewieziono do utworzonego przez NKWD obozu przejściowego
w Pawliszczew Borze, a następnie przetransportowano do Griazowca.
W
nocy z 12 na 13 kwietnia 1940 r., a więc w czasie kiedy NKWD mordowało
polskich jeńców i więźniów, ich rodziny stały się ofiarami masowej
deportacji w głąb ZSRS przeprowadzonej przez władze sowieckie. Decyzję
o jej zorganizowaniu Rada Komisarzy Ludowych podjęła 2 marca 1940 r.
Według danych NKWD w czasie dokonanej wówczas wywózki zesłano łącznie
około 61 tys. osób, głównie do Kazachstanu.
SYMBOLICZNA ROCZNICA ZBRODNI
Informację o odkryciu masowych grobów w Katyniu Niemcy podali 13 kwietnia 1943 r. (to dziś symboliczna rocznica zbrodni).
15
kwietnia 1943 r. w odpowiedzi Sowieckie Biuro Informacyjne ogłosiło, że
polscy jeńcy byli zatrudnieni na robotach budowlanych na zachód od
Smoleńska i "wpadli w ręce niemieckich katów faszystowskich w lecie
1941 r., po wycofaniu się wojsk sowieckich z rejonu Smoleńska".
Komunikat stwierdzał: "Niemieckie zbiry faszystowskie nie cofają się w
tej swojej potwornej bredni przed najbardziej łajdackim i podłym
kłamstwem, za pomocą którego usiłują ukryć niesłychane zbrodnie,
popełnione, jak to teraz widać jasno, przez nich samych".
Tego
samego dnia, rząd RP na uchodźstwie polecił swojemu przedstawicielowi w
Szwajcarii zwrócić się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z prośbą o
powołanie komisji do zbadania odkrytych grobów.
17 kwietnia
1943 r. strona polska złożyła w tej sprawie oficjalną notę w Genewie,
dowiadując się jednocześnie, iż wcześniej również Niemcy zwrócili się
do MCK o wszczęcie dochodzenia.
Działania władz niemieckich
zmierzające do sprowokowania konfliktu pomiędzy aliantami miały wywołać
wrażenie, że postępowanie Berlina i polskiego rządu są ze sobą
koordynowane.
Joseph Goebbels zanotował w swoim dzienniku:
"Sprawa Katynia przeradza się w gigantyczną polityczną aferę, która
może mieć szerokie reperkusje. Wykorzystujemy ją wszelkimi możliwymi
sposobami".
Moskwa bardzo ostro zareagowała na propozycję
dochodzenia prowadzonego przez MCK. 19 kwietnia 1943 r. sowiecki
dziennik "Prawda" opublikował artykuł zatytułowany "Polscy pomocnicy
Hitlera". Przeczytać w nim można było m.in.: "Oszczerstwo gwałtownie
się szerzy. Zanim wysechł atrament na piórach niemiecko-faszystowskich
pismaków, ohydne wymysły Goebbelsa i spółki na temat rzekomego masowego
mordu na polskich oficerach dokonanego przez władze sowieckie w 1940 r.
zostały podchwycone nie tylko przez wiernych hitlerowskich służalców,
ale co dziwniejsze, przez ministerialne kręgi rządu generała
Sikorskiego ().
Polscy przywódcy w niewybaczalny sposób poszli
na lep chytrej prowokacji Goebbelsa i w rzeczywistości podtrzymali
nikczemne kłamstwa i oszczercze wymysły katów narodu polskiego. Wobec
tego trudno się dziwić, że Hitler też zwrócił się do Międzynarodowego
Czerwonego Krzyża z propozycją przeprowadzenia +dochodzenia+ na miejscu
zbrodni, przygotowanej rękoma jego mistrzów w sztuce zabijania".
Ujawnienie
zbrodni przez Niemców posłużyło Sowietom za pretekst do zerwania
stosunków dyplomatycznych z rządem polskim w Londynie.
21
kwietnia 1943 r. Stalin wysłał tajne i jednobrzmiące depesze do
prezydenta Roosevelta i premiera Churchilla, w których zarzucał rządowi
gen. Sikorskiego prowadzenie w zmowie z Hitlerem wrogiej kampanii
przeciwko Związkowi Sowieckiemu. "Wszystkie te okoliczności - pisał
Stalin - zmuszają Związek Sowiecki do stwierdzenia, że obecny rząd
polski () faktycznie zerwał sojusznicze stosunki z ZSRS i zajął pozycję
wroga wobec Związku Sowieckiego".
Formalne zerwanie stosunków
dyplomatycznych przez Moskwę z polskim rządem na uchodźstwie nastąpiło
w nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 r. Był to pierwszy krok sowieckiego
dyktatora w kierunku stworzenia własnej marionetkowej ekipy do
rządzenia Polską.
W sprawie katyńskiej Polacy nie uzyskali
niestety wsparcia ze strony przywódców mocarstw zachodnich, którzy w
imię trwałości sojuszu ze Stalinem, okazywali mu pomoc w ukrywaniu
prawdy o tej zbrodni.
Wobec zablokowania przez Sowietów
przeprowadzenia śledztwa w sprawie katyńskiej przez MCK, Niemcy
zorganizowali własne dochodzenie. 28 kwietnia 1943 r. na miejsce
zbrodni na zaproszenie władz niemieckich przyjechała grupa
międzynarodowych ekspertów medycyny sądowej i kryminologii.
Przewodniczącym zespołu został doktor Ferenc Orsos, dyrektor Instytutu
Medycyny Sądowej w Budapeszcie. Eksperci jednomyślnie podpisali
sprawozdanie, w którym stwierdzali, iż egzekucje na polskich jeńcach
wykonano w marcu i kwietniu 1940 r.
Po zajęciu Smoleńska pod
koniec września 1943 r. przez Armię Czerwoną władze sowieckie powołały
specjalną komisję do przeprowadzenia dochodzenia w sprawie Katynia pod
przewodnictwem prof. dr. Nikołaja Burdenki.
24 stycznia 1944
r., po ekshumacji 925 odpowiednio spreparowanych ciał polskich
oficerów, wspomniana komisja ogłosiła, że zbrodni na Polakach dokonali
Niemcy między wrześniem a grudniem 1941 r.
W 1945 r. w trakcie
procesu zbrodniarzy nazistowskich w Norymberdze Sowieci wprowadzili do
aktu oskarżenia zarzut odpowiedzialności za zbrodnię katyńską. Trybunał
norymberski w wydanym w 1946 r. wyroku pominął jednak sprawę
zamordowania polskich oficerów z powodu braku dowodów.
"KŁAMSTWO KATYŃSKIE"
Przez całe lata propaganda sowiecka i peerelowska twierdziły, że sprawcami zbrodni katyńskiej byli hitlerowcy.
Do
1956 r. władze PRL mówiły o "perfidnej niemieckiej prowokacji w
Katyniu". Potem samo słowo Katyń zniknęło całkowicie - przez lata
cenzura wykreślała je z każdej publikacji.
Za szerzenie w PRL "kłamstwa katyńskiego" przeprosił Polaków w 2000 r. Aleksander Kwaśniewski.
Związek
Sowiecki do zbrodni katyńskiej przyznał się dopiero 13 kwietnia 1990 r.
Wówczas to w komunikacie rządowej agencji TASS oficjalnie potwierdzono,
że polscy jeńcy wojenni zostali rozstrzelani wiosną 1940 r. przez NKWD.
Jako winnych wskazano wówczas komisarza NKWD Ławrientija Berię i jego
zastępcę Wsiewołoda Mierkułowa.
Strona sowiecka wyraziła
głębokie ubolewanie w związku z tragedią katyńską, nazywając ją "jedną
z cięższych zbrodni stalinizmu".
Tego samego dnia prezydent
ZSRS Michaił Gorbaczow przekazał prezydentowi RP Wojciechowi
Jaruzelskiemu kopie archiwalnych dokumentów z listami więźniów
skierowanych w kwietniu i maju 1940 r. z obozu jenieckiego w Kozielsku
do Smoleńska i z obozu w Ostaszkowie do Kalinina (obecny Twer), a także
wykaz akt ewidencyjnych jeńców wojennych, którzy opuścili obóz NKWD w
Starobielsku. Prezydent ZSRS oficjalnie polecił wówczas wyjaśnić sprawę
katyńską.
Pomimo upływu lat nadal nie rozstrzygnięto w sposób
ostateczny kwalifikacji prawnej zbrodni. Prokuratura rosyjska uznała ją
za przestępstwo pospolite. Nie ujawniła prawnego uzasadnienia,
tłumacząc się tajemnicą.
Do tej pory nie ustalono nazwisk
wszystkich ofiar. Nie odnaleziono dotychczas także listy więźniów
zamordowanych na Białorusi (tzw. białoruska lista katyńska). Nie znamy
również dokładnej liczby rozstrzelanych oraz dat śmierci i wszystkich
miejsc pochówku osób straconych na mocy decyzji Biura Politycznego KC
WKP(b) z 5 marca 1940 r.
Strona polska nadal oczekuje na pełną
rehabilitację ofiar oraz na ustalenie i opublikowanie nazwisk
inicjatorów i wykonawców zbrodni.
W 2006 r. Rodziny Katyńskie
podjęły decyzję o skierowaniu do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu
skarg przeciwko Federacji Rosyjskiej. Ich przedmiotem było
postanowienie Głównej Prokuratury Wojskowej o umorzeniu śledztwa w
sprawie mordu polskich oficerów w Katyniu oraz o zakwalifikowaniu tej
zbrodni jako ulegającej przedawnieniu.
Dr Witold Wasilewski z
IPN, oceniając charakter zbrodni katyńskiej, napisał: "Skala represji i
zbiorowy profil ofiar, motywy podjęcia decyzji i sposób jej
przeprowadzenia - kwalifikują ją do uznania za zbrodnię ludobójstwa.
Ofiary łączyła przynależność do elity polskiego społeczeństwa, z tej
przyczyny zostały skazane przez komunistów na zagładę, stając się
ofiarami klasycznego ludobójstwa, w którym nie konkretne i udowodnione
w przewodzie sądowym czyny decydują o śmierci, lecz przynależność do
grupy narodowej, etnicznej, rasowej, religijnej, politycznej lub
społecznej. W przypadku ofiar zbrodni katyńskiej o ich zagładzie
zadecydowało kryterium polskości - fakt, że jeńcy Kozielska,
Starobielska i Ostaszkowa byli Polakami. Wyróżnik społeczny (...) był
dodatkowym motywem zagłady. Kontekst zbrodni katyńskiej stanowiło
wymierzone we wszystkie warstwy społeczne niszczenie polskości na
obszarze sowieckiej okupacji, obejmujące m.in. deportację setek tysięcy
Polaków w głąb ZSRS w celu etnicznego +wyczyszczenia+ ziem polskich"
(W. Wasilewski "Katyń 1940 - sowieckie ludobójstwo na Polakach",
Biuletyn IPN, Nr 1-2 [72-73] 2007).
W napisanym w 2007 r.
epilogu do książki "Katyń" jej autor Allen Paul stwierdził: "Nadzieje
sprzed siedemnastu laty, gdy prezydent Gorbaczow wreszcie formalnie
przyznał, że Sowieci są winni, już dawno się rozwiały. Następny
cywilizowany krok - formalne publiczne przeprosiny - nigdy nie został
dokonany. Sześćdziesiąt siedem lat po popełnieniu przestępstwa Katyń
nadal stoi na drodze do wzajemnego zaufania i szacunku pomiędzy
Polakami a Rosjanami. Rosjanie w pewien sposób powrócili do
wcześniejszego stanowiska w sprawie Katynia: są autokratyczni,
tajemniczy, nieczuli na cierpienia rodzin ofiar". MJS
|